Utul się.
- Od chwili kiedy pojawiły się dzieci, poświęceniom mym nie ma końca - usłyszałam w kolejce za chlebem, zwierzenia pewnej pani rzucająca słowa do telefonu - Nie pamiętam kiedy cokolwiek robiłam dla siebie, przez dwadzieścia lat służyłam na straży opiekunki, nauczycielki, powierniczki, tej która dba o ognisko domowe, wszelkie potrzeby. Ty wiesz Edyta że ja nigdy nie poszłam i nie kupiłam sobie loda? Bo zawsze szkoda mi było tych paru złotych, bo tłumaczyłam sobie że a nóż widelec te parę złotych uratuje życie moich dzieci. Wydawało mi sie że to czysty egoizm, tak iść na zakupy i kupić sobie coś dla siebie...a przecież zawsze dzieciom czegoś brakuje, wiec jak mogłabym zrobić coś wbrew ich woli?
Stałam za tą panią i myślałam, jaka ona jest biedna, nie w kontekście finansowym, ale biedna ze strachu, obawy o przyszłość i niepewność swoich dzieci. Ona nauczona tego, że odda ostatni kęs chleba, grosz, że odmówi przyjemności jak choćby zakupu tego ów loda, ona nie zna czegoś takiego jak własny egoizm który karmiony pozytywnym nastawieniem ( czy zakupem dla siebie drobnostki ), sprawia że stanowimy dla siebie wartość szczególną, namacalną, że sprawia nam to ( i nawet jeśli ), chwilową radość, niech będzie radością. Czy wchodząc w związek małżeński, partnerski, należy oczekiwać po sobie tak heroicznych zachowań, że uważamy iż nic już nam się nie należy, bo dbanie o dobro innych ( w tym przypadku członków rodziny ), stawianie ich jako pierwszych i najważniejszych pochłania nie tylko czas, ale wszelkie zachcianki, oczekiwania, odmawiamy sobie wszystkiego by ujrzeć radość w oczach rodziny. Jeśli myślisz że zostaniesz doceniona - zapomnij - każdy uczy się pewnych zachowań, uważając je za normalne. A ty będziesz się łudzić, mieć wyrzuty sumienia że zjedzony lód to zburzony dom, że wywołałaś lawinę nieszczęść, spojrzysz na siebie i zauważysz cechy z którymi walczyłaś albo zapomniałaś że istnieją. Ty jesteś ważna dla siebie i warto czasem o tym sobie przypominać, mówić i głaskać swoje ego egoizmem posyłając pozytywne fluidy które są jak plaster nawet i miodu na nasze serce, a tym bardziej duszę. Czy na prawdę zawali się nasz świat i rodziny jeśli raz kiedyś pozwolimy sobie na małe tete a' tete, że zamkniemy oczy i zrobimy coś dla siebie. Przecież też nam się coś od życia należy, nie tylko mamy być wysługiwanie jako pracownik, jako żona, matka, przyjaciółka, ale dla własnego dobra i spokoju psychicznego warto zajrzeć w głąb siebie. Tej kobiecie może brakowało loda w przenośni, spokoju, uwagi, ale nauczyła że to ona zauważa, stała się cieniem w domu który stanowi podporę, która reaguje na innych bodźce, potrzeby, która zawsze wychodzi na przeciw z pomocną dłonią, jest cieniem, przezroczystą materią, sprzątaczką, usługiwaczką, zmęczoną, sflustrowaną i rozgoryczoną kobietą bez oczekiwań że jej życie cokolwiek przyniesie pozytywnego. Nie nauczyła innych że i ona w ich życiu jest ważna, że ma prawo powiedzieć asertywnie NIE, NIE ZGADZAM SIĘ< DOŚĆ! Każdy ma prawo do szczęścia, do chwil samotnych, do pobycia sama ze sobą, świat na prawdę naszych dzieci nie zawali się jeśli chwilę pobawią się sami, z tatą, opiekunką, świat nie zawali się i ona nie przestanie być matką najlepszą na świecie kiedy wieczór poświęci dla siebie wylegując się w wannie słuchając swojej ulubionej muzyki w takt smaku wina. Oczami wyobraźni widzę ją kiedy tak otulona miękką, pachnącą pianką relaksuje się kiedy to za drzwiami toczy się dalej to życie, bez niej chwilowo. Czy matce nie należy sie chwila ze sobą? Takie spa, z balsamem, maseczkami, uwaga którą doceni partner, przecież też jemu sie nalezy i uwaga dla żony, partnerki która jest zrelaksowana i sczęśliwa. Pamiętam Stefkę z dawnej firmy. Ona też obudziła się ze snu zimowego trochę za późno. Twierdziła że nikt tak jak ona nie posprząta mieszkania, że i co z tego że dziewczyny jej w postaci nastoletnich córek ogarną wydmuchnięte mieszkanie, skoro ona i tak będzie musiała poprawić bo one tego tak nie zrobią. Idealnie, podkreślmy. Wysługiwanie się matką jest kolejnym podpunktem w poradniku, to zrób to za mnie, bo zrobisz to lepiej. Ona nie dała najmniejszej okazji by się wykazać, nauczyć samodzielności, nie tylko w prowadzeniu gospodarstwa, ale i finansów bo dzieci nie miały okazji nawet spróbować. Wyręczanie ich we wszystkich zadaniach domowych spowodowało że w przyszłości katorżniczą pracę mieli partnerzy jej córek, one nie potrafiły funkcjonować w realnym świecie bo nie były nauczone, ciągle im wycierała noski, karmiła, zmywała po nich, składała pranie, wstawiała pralkę, gotowała, nawet uczyła się z nimi i poprawiała im prace domowe w wieku że lepiej nie pytajcie. Nawet na studiach potrafiła jechać 300 kilometrów po to by ogarnąć im pokoje, bo mogą nie przeżyć, o słoikach nie wspomnę. Czy w ten sposób nie wychowujemy leworęczne społeczeństwo wykluczone z wszelkich obowiązków? sami sobie jako rodzice wymierzamy karę, powodujemy że pełnosprawność staje się kalectwem. Dzisiaj mamy wszelką podstawę by chronić dziecko przed złem tego świata, z narażeniem zdrowa i życia. Mam tutaj na myśli smartfon, telefon wiadomo do czego służy, ale ubrany w aplikacje wszelkiej maści, przestał być telefonem z guzikami. Ten aparat wpadł pewnego dnia, dawno, dawno temu, w ręce małego brzdąca. Nieświadoma matka zauważyła katem oka, zmianę jaka zaszła w jej dziecku. Stało się jakby spokojniejsze, zainteresowane, wpatrzone w mały ekran, a ona sama postanowiła wykorzystać sytuacje, moment i wpadła w wir obowiązków, już samo robienie z dzieckiem przestało być wyprawą w kosmos a zaczynało być przyjemnie. Zaczęło być przyjemnie, dobre słowo i określenie stanu ducha matki, ojca i opiekunów prawnych. Każdy zauważył że ten mały przedmiot stał się uspokajaczem dziecięcych fochów, płaczów, wymuszeń, przestało być strasznie, bez tupania nóżką że ono chcę i domaga się już teraz, zaraz, natychmiast tego co sobie wyobraziło, a poczęło wrzeszczeć troszkę później kiedy okazało się że ten sam mały przedmiot który ratował matce sytuacje w życiu, stał się uzależniający od małego kciuka dziecka. Wystarczyło że znikł z powierzchni wzroku małego brzdąca a afera gwarantowana. Nagle przestaliśmy zwracać uwagę na to jak dzieci ogólnie spędzają czas, w co grają, ile czasu im zajmuje ta przyjaźń z telefonem. Dziś staramy się stawiać granicę, wymierzać czas, nagle nas to zaczęło interesować, kiedy staliśmy się świadkami ile złego dokonał w psychice naszych dzieci. Co poczyniliśmy dziś by zmienić obrót sprawy? Technologia pokazuje że nie stoi w miejscu, ciągle wypuszczane są nowe gry, bardziej absorbujące, angażujące nasze dzieci które gubią się w tej fikcji, myląc ją z realem. Porównujemy nasze dzieciństwo, gry, zabawy, społeczną integracje do dzisiejszych dzieciaków zamkniętych w tajemniczym świecie Internetu, współczujemy, wyrażamy oględnie sprzeciw, nie bardzo reagujemy na to co się dzieje w głowie dziecka, da sobie radę - twierdzimy, zostawiamy w spokoju, byleby oceny miał dobre i posprzątany pokój. Do kogo dziś rościmy pretensje o uzależnieniu dziecka do telefonu? jakże potrafimy usprawiedliwić siebie, zapomnieć o tym makabrycznym pierwszym razie. Matka potrzebowała w tej kwestii samotności, uwagi, chwili dla siebie, oddała uwagę na rzecz przedmiotu, który skradł jej dziecko a dołożył w przyszłości problemów. Często impulsywne decyzje są tymi konsekwencjami wyborów, błędem który rzutuje na dalszym życiu. Spokój, cisza za chaos w głowie, chaos za ciszę, za mgłę która staje się zasłoną dymną, to co nie widoczne dla oka kształtuje niemy krzyk rozpaczy. Co zatem uczynić by życie miało równowagę? Kochać, pomagać, świadomie dokonywać wyborów, mówić głośno także o swoich potrzebach i zaznaczać granicę. Zawsze wiedzieć że ja jestem ważna dla siebie. Dozować siebie w proporcjach. A ty kiedy ostatni raz zrobiłaś coś dla siebie?



Komentarze
Prześlij komentarz