Lubię.



 " Lubię ludzi, którzy są inni...

Ludzi, którzy nie pasują do grup społecznych, tych, którzy inaczej się ubierają, tych, którzy nie podążają za modą...


Żyjemy w czasach gdzie zwraca sie szczególną uwagę na wygląd, styl, gust, to tak jakby była naszym logo a my sami firmą, utożsamia nas w hierarchii szczebla kariery zawodowej i społecznej. Odchodzimy od ; jak nas widzą, tak nam piszą ; wchłaniamy otoczenie, pomimo i nie raz pragnęlibyśmy ; pozostać sobą ; boimy się opinii, krytyki która podcina skrzydła, szufladkuje, ; nie szata zdobi człowieka ; stała się zapomnianą sekwencją wpajaną w szkole. Bo nie powinno się oceniać człowieka po tym co ma na sobie, liczy się jego wnętrze, bogactwo mądrości, rozumu. Filozofia i metafizyka którą zakopano dawno temu. Sami widzimy co nas afirmuje, wygląd, udoskonalenie, jakbyśmy nie mogli zaakceptować świadomości że czas nie stoi w miejscu, boimy się starzeć, wiec ; reperujemy ; twarze, nakładamy filtry, po to by zaimprowizować że i my możemy stać się ; kimś ; w oczach innych. Iluzja zawsze przykryta kłamstwem. Moja inność zawsze była rzucana w komentarzach na głęboką wodę, nie raz, nie dwa słyszałam jak mówili ; ta to się ubrała ; , ; bo kolorowo ; , ; nie wypada ; , ; bo w tym wieku to weź przestań ; , tylko kolory wypada nosić zgrabnym, młodym kobietom? Szukałam w różnych mądrych czasopismach, poradnikach, kobiet z etykietą, co wolno i w jakim wieku, nie znalazłam, kto to w ogóle wymyślił, a może jesteśmy małomiasteczkowi, tak bardzo zacofani w tym jak nas wychowano, bo nie wypada równoznaczy z tym co ludzie powiedzą, bo wstyd i hańba, sami siebie biczujemy, karą mają być szarości i szafa pełna ; szmat ;. Jeśli lubisz kolory, to wyjdź ze strefy komfortu, załóż coś innego niż dotychczas, zobacz jak to cię zmieni, podniesie twoją pewność siebie, wprowadzi w dobre samopoczucie. Idą zwłaszcza zimą ulicą, zauważam że przeważają ciemne barwy, jakbyśmy na prawdę kolory zostawili na wiosnę, z przeznaczeniem na lato. Zimna depresja wkrada się nie tylko w porę roku ale w nas samych. Wolę rozjaśnić wielobarwnością na sobie i w głowie, lepiej się żyje. Ż

Lubię ludzi, którzy idą prosto przez życie, którzy działają na to, kim są i nie chcą być lubiani...

Takimi osobami ponoć są introwertycy. Inwestują czas w swoje doskonalenie, nie patrząc czy to budzi podziw czy niesmak, raczej w zdziwienie, bo naprawdę chce mu się jeszcze uczyć, podnosić stopę klasyfikację, robić coś co sprawia że to go pochłania, daje mu poczucie satysfakcji, odpręża i spełnia, przy czym czuje się szczęśliwy. On nie staje i nie zastanawia sie czy to wypada i w jakim wieku, ale robi swoje by jego życie było spełnieniem. Tacy ludzie poprzez swoje zachowania i działania, są realistami, przy czym mają wysoko podniesioną głowę, nie boją się porażek, bo wiedzą że błąd można naprawić a także wynieść naukę, nie poddać sie ale zmotywować. Jestem upartą kobietą, nie daje sie zniechęcić tylko dlatego ze raz mi nie wyszło, nie rzucam rękawic, a raczej staram sie poprawić, podejść do sprawy ze skupieniem i spokojem. Poddanie oznaczało by porażkę, osobistą ma się rozumieć, nawet jeśli się nie uda, to przynajmniej nie żałuję że nie spróbowałam, albo podchodzę też inaczej, jeśli dziś zawiodłam się na rzeczy która mi nie wyszła, to staram sie dać temu czas i poczekać na lepsze czasy. gdybym była pesymistycznie nastawiona to pewnie nie pracowałabym gdzie pracuję. Poszłam do szkoły by się sprawdzić, mając cel który być może kiedyś wykorzystam, potencjał i zysk, a także satysfakcję z tego że mogę więcej, kto powiedział że na naukę jest za późno? nigdy nie jest za późno poszerzać swą wiedzę, ciekawość, zainteresowania. A nóż, widelec kiedyś ta szkoła się przyda.

Lubię ludzi, którzy kiedy cię witają, naprawdę witają cię silnym uściskiem dłoni i patrzą ci w oczy...

Szcerosć popłaca, w rozmowie wystarczy spojrzeć w oczy rozmówcy by wiedzieć i się przekonać czy mówi prawdę. Kłamstwo ma krótkie nogi, rozbiegane oczka...
Lubię ludzi prawych, szczerych, nie obiecujących gruszki na wierzbie, nie lubię deklaracji, zbyt wybiegających na przód mrzonek o spotkaniach, głośnego śmiechu, sztucznych słów zapewnień o przyjaźni, koleżeństwie. Omijam ludzi szerokim łukiem od dawien dawna, nie pcham sie w ramiona przyjaźni, staram trzymać sztame ze wszystkimi na równej stopie, czasem są i zdarzają sie osoby do których bardziej sie ciągnie, lubi się przebywać, tak swobodnie, naturalnie, gdzie mam poczucie że nic nie dzieje się na siłę. Wystarczy mi taka jedna osoba, dwie, zaliczam swoją rodzinę która zna mnie najlepiej na świecie i ja mogę na nich liczyć jak i odwrotnie, wolę nazywać rzeczy po imieniu, znajomi - z którymi jak się spotkam to super, jeśli nie, nie mam poczucia żalu, pretensji. Ot widocznie jesteśmy nie dopasowani. Kiedyś zależało mi na byciu w śród ; znajomych ; brylować na ich parkietach, zapraszać na ciasto i kawę, chciałam się wpasować za wszelką cenę, ale cena była taka że owi ludzie nie koniecznie pragnęli mie mieć w swoim życiu. Poddałam sie i odeszłam z takim zamiarem, by żyć nikomu nie wadząc. Lepiej się oddycha i nie ma się oczekiwań ani zobowiązań.

Lubię ludzi przepełnionych samotnością, rozmawiających z psami, kotami, roślinami, tych ludzi, którzy wspinają się po górach i kontemplują miasto z góry, którzy potrafią kochać ciszę...

Lubię ludzi z pasją, zawsze twierdziłam że ci którzy wybierają zwierzęta, kochają ludzi. Dziś jestem co do tego stwierdzenia sceptyczna, ludzie którzy otaczają się zwierzętami uciekają od ludzi bo po prostu się na nich zawiedli. Może to nie chodzi o samotność i wolę spędzania czasu bez bliźniego, ale taki wybór skłania do myślenia, osobistej refleksji. Spacer z psem czy opieka nad zwierzakiem - uspokaja, jest bezinteresowna, ufna, bez stronnicza, tak jak odkrywanie w sobie pasji, wędrówka, spinaczka, jakakolwiek forma spędzania czasu daje możliwość nabrania do siebie dystansu, spokoju, uczy pokory, zrozumienia, akceptacji. W dobie kiedy czas płynie zbyt szybko, kiedy skupiamy się na życiu doczesnym i jego potrzebach, kiedy coraz częściej nie potrafimy odpoczywać i cieszyć sie wspólnie spędzanym czasem bo albo zalegamy po pracy na kozetce albo szukamy resetu w używkach. Doceniam chwile kiedy mogę spędzić jej z mężem idąc z psem na spacer, wspólnym gotowaniu, czy wędrówkach z rodzicami po lesie, rozmowach i z humorem kontemplując czas z synem, słuchając muzyki, rozmawiając o wszystkim a najczęściej milcząc. Wiele rzeczy doceniam od chwili kiedy choroba pozwoliła mi zrozumieć sens życia. Przecież nie tylko po to żyjemy by tylko pracować, posiadać męża, dzieci, dom i patrzeć jak życie ucieka poprzez palce. Ale cieszyć się tymi drobnymi chwilami. Coraz bardziej uciekam w ciszę i zaspakajanie siebie co daje komfort spokoju duszy, lepiej się odpuszcza, szybciej regeneruje się, uczę się słuchania siebie i swoich potrzeb.

Lubię ludzi, którzy śmieją się z samych siebie, takich, którzy rozmawiają z cieniami...

Bardzo lubię ludzi którzy nie obrażają z byle powodu, mają zdrowe podejście do siebie i posiadają dystans, te zdrowe cechy są w tych czasach bardzo potrzebne by zachować minimum zdrowego rozsądku wobec ram i norm jakie społeczeństwo narzuciło wobec powagi wobec wszystkiego. Owszem obgadać potrafimy, zaopiniować, skrytykować innych jak najbardziej, ale nie daj Boże żeby krytyka trafiła w nas samych, foch i obraza majestatu na miejscu pierwszym. oznacza to właśnie brak luzu w stosunku do siebie. Lubię ludzi którzy posiadają minimum poczucia humoru w stosunku do siebie, nie krytykują się zbytnio, ale potrafią z jajem wskazać cechy od których sami pękają ze śmiechu. Lubię spotykać sie z osobami które w ogóle są pozytywni, których nie interesuje obrażanie, pesymizm, czanowidztwo, którzy potrafią siać pozytywne myślenie, pokazują czym jest energia, asertywność, uśmiech.

Lubię tych ludzi, bo zawsze mają duszę w oczach, zawsze mają coś do nauczenia...

Mądrych to zawsze łatwiej i lepiej posłuchać, tych którzy mają coś ważnego do powiedzenia, pokazania, jakiś szerszy horyzont, wzniosłe myśli, oni wnoszą sens w nasze życie, na ich doświadczeniach, podstawie możemy sami czerpać wiedzę, porównywać, a nawet zmienić coś na lepsze. Nie lubię tych co sie wymądrzają, sypią dobrymi radami, sami w życiu nie wiele dokonali, ale posługują sie psychologią wykutą z poradników, unikam osób które próbują wpływać na mnie, moje życie, moje decyzje, którzy jedynie co potrafią to udawać dobrych przyjaciół, którzy mają na celu niby moje dobro. Są też tacy którzy pod przykrywką dobrych i nie winnych próbują dowiedzieć sie ode mnie za wszelką cenę informacji by móc potem roznosić na prawo i lewo. Nie lubię plotek, obrażania sie, dlatego mam dystans do wszystkiego co nazywa sie przyjaźń. Ta zawsze kojarzyła mi sie z wyciągania ode mnie pomocnej dłoni, słuchania odwiecznych problemów, wspierania tylko jednej strony. Widocznie miałam pecha i nie natrafiłam na dobrą koleżankę. Dlatego mówiąc o kimś przyjaciel, jestem pewna w stu procentach ze warto było zjeść beczkę soli, popić beczką octu, często i tak na końcu można było zobaczyc prawdziwą twarz. Dlatego jeśli spotykam osoby pozytywne staram się być dla nich dobrą znajomą.

„Nie martw się, jeśli będą się z ciebie śmiać, bo jesteś inny - śmiej się z nich, bo wszyscy są tacy sami”

Inność była zawsze nietolerowana, rzucała sie w oczy, nikt nie chciał sie z nią porównywać, raczej była uważana za wykluczenie, wstyd, rzucała sie w oczy, dawała wiele do myślenia, a przede wszystkim do obśmiania. Dziś w świecie hejtu, dużo nie potrzeba by stać się dziwakiem, słowa potrafią ranić. Zawsze uważałam siebie właśnie za ; inną ; wyobcowaną osobę, której nikt nie rozumie, jako nastolatka i uczennica podstawówki, wiedziałam czym sjest napiętnowanie, wyśmiewanie przez rówieśników. Dziś spotykając te osoby już jako dorośli ludzie którzy sami mają dzieci, jakby zapominali że byli moimi katami, a dziś? pewnie sami by nie chcieli uczestniczyć w dramacie własnych dzieci, za wszelką cele ich chroniąc, walcząc o ich spokój i społeczną akceptację. Pozdrawiają mnie twierdząc jaka to jestem fajna, obłuda. Myślicie że w latach 90' nie było hejtu bo nikt z nas jeszcze nie posiadał telefonu komórkowego i Internetu? Wystarczyło wejść do placówki szkolnictwa by sie przekonać że próby samobójcze już wcześniej istniały, depresja i brak pomocy ze strony pedagogów i rodziców. Inność to kolorowy ptak, tabu, to człowiek który poprzez wygląd coś sugeruje, opowiada, obrazuje. Posiada wdzięczność za odwagę, czasem i heroiczną pracę. Czy poprzez dobre samopoczucie muszę wyglądać jak reszta świata, szara, bura i ponura? Kocham kolory, muzykę, sztukę, otaczać się dobrym słowem, mądrym, lubię poczucie humoru, śmiech aż do łez, do utraty tchu, uwielbiam tańczyć, śpiewać, czasem wymyślać, mimo iż posiadam lat plus to nigdzie nie napisano że nie wypada żyć jak się chce. Polecam każdemu być przede wszystkim sobą.



Komentarze

Popularne posty